Blue Flower

Aktualności

UWAGA Rozpoczynamy nabór do zajęć dla rodzin w ramach projektu "Bieszczadzka Akademia Dobrego Życia". Zapraszamy wszystkie rodziny (rodzice z dziećmi w wieku od 13 - 18 l.)

Specjalistyczny Ośrodek  Wsparcia dla Ofiar Przemocy w Rodzinie we współpracy ze Stowarzyszeniem Nasza Szansa

zaprasza na szkolenie:

 

Psychologiczne aspekty pracy ze sprawcą przemocy domowej oraz osobami doświadczającymi przemocy

 

Adresaci:

Szkolenie adresowane jest dla policjantów, kuratorów, pracowników prokuratury, sądownictwa, pracowników MOPS i GOPS, pedagogów szkolnych i nauczycieli, przedstawicieli Grup Roboczych, pracowników świetlic i innych - którzy chcą poszerzyć swoją wiedzę oraz zdobyć umiejętności w w/w temacie.

 

Miejsce:  Świetlica środowiskowa SKB Nasza Szansa(budynek SSM „Bieszczadnik”): Jana Pawła II 18 B, Lesko.

 

Tematyka i zakres czasowy:

Czytaj więcej: Szkolenie "Psychologiczne aspekty pracy ze sprawcą przemocy domowej oraz osobami doświadczającymi...

GOTUJ ZDROWO

I CHUDNIJ BEZ DIETY

12 listopada 2014 r., godz. 17:00

na terenie Domków Wczasowych w Jabłonkach (http://www.domkijablonki.pl/)

 

nie trać czasu na bezsensowne diety,

naucz się zdrowo gotować dla całej rodziny

 

KONIECZNA REZERWACJA

tel. 535 667 708 ilość miejsc ograniczona

Była troskliwą matką dla czwórki dzieci. On nie chciał więcej dzieci, a ona chciała, żeby był zadowolony. Rodziła na muszli toaletowej.

Wydawało się, że Marta i Marek to wzorowa rodzina. Mieli po 41 lat i czwórkę dzieci: syn, córka, syn, córka. Najstarszy syn - 22 lata, najmłodsza - sześciolatka. Porządek w domu, w ogródku równo przycięta trawa i świeżo pomalowana drewniana huśtawka. Mieszkali z rodzicami Marty, zajmowali piętro i poddasze domu na skraju Lubawy. Z czasów przedwojennych są tu trzy kościoły, szpital i zakonny sierociniec z czerwonej cegły. PRL zostawił po sobie kino Pokój i pokraczne kamieniczki-bloczki w rynku. Dziś Lubawa żyje z pracy w fabryce mebli, którą kupiła i rozbudowała Ikea. Marta i Marek też pracowali u Szweda. On był mistrzem produkcji, ona stała przy taśmie w pakowalni. Drobna, niewysoka.

Wszyscy ich w Lubawie kojarzą, jak to w 10-tysięcznym mieście. Każdy tu zna kogoś ze szkoły, kościoła, sklepu. Wszyscy wiedzą, do jakiego lekarza kto chodzi i co kupuje w aptece.

Poszedł do baby

- Pracowała na zmiany, ale dom był idealnie zadbany - opowiadają koleżanki z fabryki. - O siebie już tak nie potrafiła dbać. Nie miała czasu ani pieniędzy. Wszystko szło na dzieci, dom i auto.

Te, które znają ją bliżej, dodają, że Marta całe życie była podporządkowana dwóm mężczyznom. Kiedyś bardzo bała się ojca, potem - męża.

Wspominała, że Marek lubił seks, ale więcej dzieci nie chciał. Dzieci to kasa i hałas. Marta obiecała mu, że będzie uważać. Starała się, tym bardziej że kilka lat temu Marek na pół roku wyprowadził się z domu. - Poszedł do baby. Marta się załamała - kobiety z pakowalni pamiętają te kilka miesięcy.

Gdy najmłodsza córka miała dwa lata, Marta znów zaszła w ciążę. Koleżanki uważają, że próbowała poronić: forsowała się w domu i w fabryce. - Skakała jak małpa po paletach. Ciągała ciężkie rzeczy, brała najgorsze zmiany - wspomina ta, która była z Martą najbliżej. O ile w ogóle można było z nią być blisko, bo zamknięta była. - Myślę, że urodziła, a na drugi dzień przyszła do pracy. Gdy pytałyśmy ją, co się stało z brzuchem, kręciła, że ma chorą wątrobę, to ją czasem wydyma. Minęło trochę dni i ludzie zapomnieli.

Nie mogłam się z nimi rozstać

Historia powtórzyła się dwa razy, na mieście plotkowano, że małżeństwo sprzedaje niemowlęta albo Marta zarabia jako surogatka. Jak ktoś pytał: "Co z ciążą?", wzruszała ramionami i zmieniała temat. Do 9 kwietnia 2013 roku.

"Ta Marta, co pracuje jako pakowaczka w fabryce, była w ciąży, a dziecka nie ma. Chyba je sprzedali" - kobiecy głos zawiadomił policjanta, który tego dnia miał dyżur w komisariacie. Ktoś nie wytrzymał. Sąsiadka? Krewna? Koleżanka z pracy? Nie wiadomo.

Wiadomo, że Marta jeszcze w piątek była na drugą zmianę w fabryce z wystającym brzuchem. W poniedziałek stała przy taśmie odmieniona.

Policjanci przyszli we wtorek przed południem. Marta od razu opowiedziała o trzech ciążach. - Ulżyło mi - powiedziała. - Ta tajemnica strasznie ciążyła.

Zaprowadziła policjantów do kuchni. Tam w zamrażarce trzymała zwłoki trzech chłopców. Każdego po śmierci zawinęła w grubą folię. - Nie mogłam się z nimi rozstać - wyjaśniła.

Nie miał pojęcia

Małżonkowie trafili do aresztu. Ona twierdziła, że nikt o niczym nie wiedział. On też mówił, że o ciążach żony nie miał pojęcia.

- To dziwne, że chłop nie wiedział, co ma w lodówce - po wtorkowym przeszukaniu opowiadał dziennikarzom jeden z policjantów. - A po kobiecie widać było, że bardzo się bała, czy śledztwo nie obejmie męża.

Marek po 48 godzinach zostanie wypuszczony z aresztu w Nowym Mieście Lubawskim. Przyjedzie po niego szwagier, w Lubawie nie zatrzyma się u teściów, ale u matki.

Marta opuści areszt, tylko na kilka tygodni. Pojedzie do szpitala, by psychiatrzy i psychologowie mogli ją przebadać. Nie dopatrzą się żadnej choroby, według ich opinii była poczytalna i w pełni świadoma.

''I przestałam być człowiekiem''

Gdyby ojcowie odpowiadali

Hubert, Andrzej i Antoni - takie imiona nadali prokuratorzy niemowlętom. Chłopcy urodzili się w 2009, 2010 i 2013 roku. Marta rodziła, siedząc na muszli toaletowej. Najstarszemu, by nikt nie słyszał płaczu, zakryła ręką usta, a po chwili włożyła do ust szmatkę i udusiła. Młodszym zacisnęła wokół szyjek foliowe worki. Badania potwierdziły jej zeznania oraz ojcostwo Marka.

- Dlaczego tylko ona jest winna? - spyta daleka krewna Marty. - Gdyby przepisy były takie, że ojciec też karnie odpowiada, faceci nie przymykaliby oczu na zabijanie niemowląt. Może czuliby się odpowiedzialni za dziecko po prostu ze strachu.

Jej koleżanka doda: - Była troskliwą matką dla czwórki dzieci. On nie chciał więcej dzieci, a ona chciała, żeby był zadowolony. Dziwne to wszystko.

Dlaczego Marta nie zabezpieczała się przed ciążą? Nie wiadomo. W jednej z pięciu aptek w Lubawie słyszymy, że co tydzień po środki antykoncepcyjne przychodzi dziesięć kobiet.

Kopana, szarpana, bita

Noworodkom wydano akty urodzenia i zgonu, inaczej nie można byłoby ich pochować. Czwórką żyjącego rodzeństwa zaopiekowała się matka Marka  i rodzice Marty. Bo sąd rodzinny odebrał Marcie prawa rodzicielskie, a Markowi ograniczył i przydzielił kuratora.

Policjanci przez kilka miesięcy przesłuchiwali wszystkich, którzy coś mogli wiedzieć: rodziców, dzieci, krewnych, sąsiadów. Z dnia na dzień rozpadał się obraz szczęśliwej rodziny.

Jesienią rodzice Marty zeznali, że mąż znęcał się nad nią od lat, właściwie od początku małżeństwa. Z byle powodu krzyczał, poniżał i wyzywał. Stale był niezadowolony: krytykował i kontrolował. Bez jego wiedzy nic nie mogła zrobić, kupić czy spotkać się z kimkolwiek. Była regularnie bita - kopana, szarpana, okładana pięściami. W 2008 roku po awanturze o buty uderzył ją tak mocno, że wybił jej ząb.

Zazdroszczę tym, którzy nie żyją

Prokuratorzy nie powiązali jednak sprawy o "znęcanie fizyczne i psychiczne nad najbliższą osobą" ze sprawą zabójstwa noworodków. Za maltretowanie żony Marek mógł dostać maksymalnie pięć lat.

Początkowo wszystkiego się wypierał. - Teściowie kłamią - zapewniał podczas przesłuchania.

Ale na pierwszej rozprawie w grudniu 2013 roku przyznał się do części zarzutów przemocy wobec żony i zaproponował dobrowolne poddanie się karze. Swoje winy ocenił na rok i cztery miesiące więzienia w zawieszeniu na trzy lata. Aby zapadł wyrok, decyzję męża musiała zaakceptować Marta. Zgodziła się. Ale na rozprawę nie chciała przyjeżdżać.

Karę za zbyt niską uznał sąd. Podwyższył ją do... roku i dziesięciu miesięcy w zawieszeniu na cztery lata.

Marek był wolny.

A prokurator zajmujący się sprawą zabójstwa przyjął, że mąż nic nie wiedział o ciążach żony, a tym bardziej o zabójstwach.

W procesie o zabójstwo przed elbląskim sądem okręgowym, który zaczął się 6 maja tego roku, Marek zeznawał jako świadek.

Rodzice i siostra Marty skorzystali z prawa odmowy zeznań, które przysługuje najbliższej rodzinie. - Zazdroszczę tym, którzy nie żyją - wykrzyczy dziennikarzom matka Marty. - Dowiedzieliśmy się dopiero po wszystkim. Zostawcie nas w spokoju!

''Ona morduje, on pokój maluje''

Nie prosiła o pomoc

Marta, bita, wyzywana, wyszydzana, przez 20 lat kładła się co wieczór do łóżka z sadystą.

Psycholożka z Centrum Interwencji Kryzysowej, która od kilkunastu lat pracuje z maltretowanymi kobietami, tak opisuje ich emocje: "ofiary długotrwałej przemocy domowej popadają w odrętwienie, czują się jak kawałek drewna. Zrujnowaniu ulega ich poczucie własnej wartości. Nabierają przekonania, że słusznie doświadczają przemocy, bo nie zasługują na miłość, albo że to w nich tkwi przyczyna złego traktowania. Paradoksalnie wstydzą się za to, co zdarza się w domu. Rzadko kiedy wyrażają gniew w sposób otwarty - boją się kary. Ich oprawcy, często zwykli sadyści i psychopaci, mają jeszcze jedną przewagę - ich ofiary coraz bardziej wycofują się z relacji z innymi ludźmi. Stają się nieufne".

Być może dlatego Marta nikogo nie poprosiła o pomoc.

Podczas procesu przyznała się do "nieumyślnego spowodowania śmierci", ale nie do morderstw. Została jednak oskarżona z artykułu 148 kodeksu karnego, za potrójne zabójstwo. Łącznie 25 lat więzienia.

Wyrok nie jest prawomocny.

Stresu nie było

Oba procesy - o znęcanie i o zabójstwo - były niejawne, sędzia utajnił je ze względu "na dobro żyjących dzieci". Zeznania, uzasadnienie wyroku, słowa sędziego, prokuratora i obrońcy zostały za zamkniętymi drzwiami sali rozpraw. Na pytanie, dlaczego winna jest tylko Marta, sąd i prokurator odpowiadali: "Sprawa niejawna, nie udzielamy informacji". Nie dowiemy się, dlaczego Marta nie została skazana z artykułu 149, który łagodniej traktuje dzieciobójczynie i mówi, że: "Matka, która zabija noworodka pod wpływem silnego przeżycia związanego z przebiegiem porodu, podlega karze pozbawienia wolności od trzech miesięcy do pięciu lat".

- Sprawczyniami dzieciobójstw są bardzo często kobiety ociężałe lub upośledzone umysłowo, prymitywne, nieporadne, bierne, zaniedbane wychowawczo, znajdujące się w trudnych sytuacjach psychologicznych i społecznych - mówi psychiatra Jerzy Przybysz, autor "Psychiatrii sądowej dla lekarzy i prawników", biegły sądowy z 40-letnim stażem. - Mogą one funkcjonować prawidłowo w zakresie swych możliwości w owych nieskomplikowanych warunkach, jednak psychologiczna sytuacja porodu przerasta ich możliwości adaptacyjne. Sytuację taką można zakwalifikować jako "ostrą reakcję na stres".

Prokurator i sąd uznali jednak, że u Marty stresu nie było.

Marek pracuje nadal jako mistrz u Szweda, wyprowadził się od teściów - stara się żyć jak dawniej. Nie poczuwa się do winy.

Karać ojca dziecka?

Agnieszka Księżopolska-Breś pracuje jako asystent sędziego w lubelskim sądzie. W książce, która była jej pracą doktorską "Odpowiedzialność karna za dzieciobójstwo w prawie polskim" pisze: "Analizując realia praktyki sądowej i prokuratorskiej, łatwo dostrzec tendencyjne, nierzetelne dociekanie prawdy co do zachowania osób z najbliższego otoczenia dzieciobójczyni. Badania wskazują, że partnerzy skazanych kobiet, a także ich rodzice i rodzina, zeznawali na ogół, iż nie wiedzieli o ciąży i porodzie oraz okolicznościach z tym związanych. Organy procesowe przyjmowały taką wersję za prawdziwą lub też nie były w stanie ocenić jej prawdziwości. Niemniej w wielu przypadkach to właśnie zachowanie partnerów kobiet spowodowało zachwianie stanu emocjonalnego dzieciobójczyń. Porzuceniu często towarzyszyło także znieważanie, piętnowanie, grożenie i doradzanie przerwania ciąży. Podobne zachowanie rzadziej wykazywali rodzice sprawczyń lub inni członkowie rodziny. Czy w polskim kodeksie karnym, na wzór regulacji niektórych państw europejskich, zasadne byłoby spenalizowanie określonych zachowań osób z najbliższego otoczenia kobiety, a przede wszystkim ojca dziecka?".

PS Imiona bohaterów zostały zmienione


źródło: http://wyborcza.pl

Cały tekst: http://wyborcza.pl/1,87648,16869728,Hubert__Andrzej_i_Antoni__Noworodki_z_zamrazarki__CYKL.html#ixzz3HW2JLwKw